Anastazja Bernad

 

Od piętnastu lat zajmuje się śpiewem tradycyjnym wykonując głównie polskie pieśni tradycyjne, zarówno świeckie, jak i religijne. Członkini Zespołu Międzynarodowej Szkoły Muzyki Tradycyjnej, występowała w kraju i zagranicą. Śpiewała w spektaklach muzycznych „Pieśni polskie” i „Trzy dźwięki” w reż. Jana Bernada. W 2006 roku wystąpiła z Zespołem MSzMT podczas 49. edycji Festiwalu Muzyki Współczesnej Warszawska Jesień w projektach łączących pieśni tradycyjne z muzyką eksperymentalną. W 2012 roku nagrała z Zespołem MSzMT i formacją Kawalerowie Błotni płytę CD „Sceny z bezkresu”. W 2013 roku wzięła udział w projekcie TRANS-FUZJA z Andrzejem Bauerem, Cezarym Duchnowskim i Maciejem Filipczukiem (dla Programu 2 Polskiego Radia). Śpiewała w utworach Tadeusza Wieleckiego, Krzysztofa Knittla, Cezarego Duchnowskiego, Aleksandra Kościowa, Jerzego Kornowicza i Jacka Kochana. Uczennica wybitnych nauczycieli śpiewu tradycyjnego, m.in.: Jewgienija Jefremowa, Hanny Koropniczenko, Władimira Iwanowa, Swietłany Własowej, Rytisa Ambrazeviciusa i Jeleny Jovanovic. Prowadzi warsztaty śpiewu tradycyjnego.

Współpracowała z Teatrem Provisorium. Wystąpiła wraz z Zespołem MSzMT w spektaklu „Klątwa” w reż. Janusza Opryńskiego (Fundacja Kresy 2000). W latach 2014-2016 grała w spektaklach „Bracia Karamazow” i „Lód” w reż. Janusza Opryńskiego.

W 2015 roku ukończyła Warszawską Szkołę Filmową, kierunek aktorski.

O koncercie:

Dlaczego akurat te pieśni wybrałam?  

Bo po prostu je lubię. Lubię ich melodie, skale, struktury rytmiczne, intonacje, wariantywość, melizmatykę. I to coś, czego nie odnajduję w innych gatunkach muzyki, specyficznej narracji muzycznej i charakterystycznego wewnętrznego skupienia. Utwory, które ostatecznie wybrałam, oprócz tego, że pochodzą z różnych regionów Polski, różnią się melodycznie od wszystkiego, co wokół słyszę współcześnie. Śpiew tradycyjny to zapomniany język muzyczny, który powstawał, gdy człowiek miał inne poczucie czasu i przestrzeni, gdy fonosferą wokół niego były jedynie dźwięki natury. Cieszę się, że umiem władać tym językiem na tyle swobodnie, że gdy śpiewam, mam uczucie uwolnienia i uniesienia, a szczególny rodzaj drgań uruchamia w niezwykły sposób całe ciało. Pieśni są we mnie, a ja w nich. To jest żywe i dynamiczne. Ten śpiew to rodzaj terapii, przynosi wielką ulgę wtedy, kiedy jej potrzebuję. Ten aspekt jest zresztą źródłem moich poszukiwań i rozważań nad związkami dźwięku, ciała, i ducha, ale to już zupełnie inna historia…

© Rozdroża 2017
Foto: Roman Reinfuss (ze zbiorów Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku)